O
tym, że Polakom i w ogóle mieszkańcom Ukrainy, Białorusi i wielu innych
krajów, dawnych republik sowieckich żyje się źle, wiemy. Wierny o
niedostatkach żywnościowych, brakach w kulturze, oświacie, wiemy o
wynarodowianych Polakach i postępującej degradacji resztek polskiego
narodu na tych ziemiach. Bezmiar tych nieszczęść unaocznił ostatnio
biskup diecezji Żytomierskiej w specjalnej odezwie-liście otwartym,
wystosowanym do społeczności polskiej w kraju i całej Polonii świata:
Czytamy w tym liście m.in.: „My Polacy z Ukrainy obwieszczamy niniejszym
listem, że żyje dziś w obwodach Żytomierskim, Winnickim, Chmielnickim i
innych kilka milionów Polaków lub osób polskiego pochodzenia. Dokładnej
liczby nikt nie jest w stanie określić, bowiem w wyniku doznawanych
represji część z nas utraciła zarówno wpisy paszportowe jak i swą
narodową tożsamość i świadomość. W wyniku wielopokoleniowych
prześladowań utraciliśmy swój najcenniejszy skarb - język polski i wielu
z nas odczuwa upokorzenie, iż nie potrafi już nim władać. W tej
beznadziei i smutku kierujemy swój wzrok ku Polsce, tak jak czynili to
nasi dziadkowie. To ich testament przekazywany kolejnym pokoleniom
utrzymywał pośród nas pamięć, że jesteśmy Polakami. Istnieją na
Ukrainie miejscowości, gdzie Polacy stanowią 96 procent mieszkańców
nieotrzymujących żadnego wsparcia.
Istnieje ponadto ostatnia szansa ocalenia zabytków polskiej kultury i to
klasy zerowej, które cudem uchroniły się przed całkowitym zniszczeniem,
a które są naszą dumą i symbolem trwania. Nie mamy ani sił ani środków,
aby ratować owe pamiątki od całkowitego zniszczenia.
My
- jeszcze Polacy z Ukrainy zwracamy się wielkim głosem do wszystkich
rodaków w kraju i w świecie o ratunek dla nas i naszych dzieci!
Uratujcie nas od wynarodowienia! Rozwijajcie i wspomagajcie szlachetne
cele w swoim środowisku, aby niesiona pomoc obejmowała szerokie kręgi
społeczne, zarówno poprzez liczbę ofiarodawców jak i adresatów
otrzymujących odpowiednie narzędzia pracy oświatowej, kulturalnej i
religijnej. Wasze, nawet najdrobniejsze, ofiary wesprą proces odrodzenia
polskości na Ukrainie i pozwolą zachować na tych obszarach dorobek
kultury polskiej”. Żytomierski ordynariusz podaje jako przykład dobrej
pracy i pomocy Fundację Pomocy Szkołom Polskim na Wschodzie im.
Goniewicza, dzięki której przynajmniej część polskich dzieci uczy się
języka polskiego i zyskuje wiedzę o kraju swoich przodków.


Co
roku od 1992 razem z pielgrzymami z Warszawy, w grupie „16” idą dzieci z
Żytomierszczyzny na Ukrainie pod opieką ks. Jerzego Skwierczyńskiego.
Wyróżniają się nie tylko symbolami narodowymi, ale i wiekiem. W tej
40-osobowej grupie przeważają dzieci 11-i 12-letnie.Są bardzo dzielne, a
przecież żeby dotrzeć do Warszawy, musiały najpierw spędzić kilkanaście
godzin w autokarze. Może to młodość daje im tyle sił, a może wiara w to,
że ich prośby zostaną wysłuchane. A za tymi intencjami często kryją się
ludzkie dramaty wyrosłe z sytuacji, w jakiej przyszło im żyć. U stóp
Pani Jasnogórskiej złożą przede wszystkim błaganie o nawrócenie
rodziców. Mają nadzieję, że Matka Boża przytuli ich i zabiorą do swoich
domów choć odrobinę ciepła i matczynej miłości.
Zaczęto się od „Niedzieli”
Tradycja pielgrzymowania tej grupy zaczęła się w 1990 r. w naszej
Niedzieli. ks. inf. Ireneusz Skubiś odwiedził parafię ks.
Skwierczyńskiego. Już Wtedy ks. Jerzy miał kontakt z Ukrainą i właśnie
oczekiwał na grupę 40 chłopców, którzy mieli przyjechać do Polski przed
Wigilią. Ks. inf. Skubiś zaprosił pielgrzymów do Częstochowy. Tu
przyjęciem dzieci zajął się ks. Zdzisław Gilski. I tak się to zaczęło.
Do dziś ks. Skwierczyński z wdzięcznością wspomina, jak jechał z obawą,
gdzie się zatrzymają i jak to będzie, a w Częstochowie czekało na nich
aż 80 rodzin, które chciały wziąć dzieci na święta do domu. Potem, co
roku cztery grupy z Ukrainy przyjeżdżały do Częstochowy.
Żytomierszczyzna należała do polski od 1569 r. W 1793 r. znalazła się w
zaborze rosyjskim. I już do Polski nie wróciła. Jednak w Żytomierzu i
okolicach mieszkało wielu Polaków. Najstarsi ludzie pamiętają jeszcze,
jak rodzice uczyli ich języka polskiego. Jednak oni nie potrafili już
przeciwstawić się sowieckiemu antypolonizmowi i przekazać wartości i
polskie tradycje swym dzieciom Gdyby nie te staruszki — mówi ks.
Skwierczyński - nie byłoby życia na parafiach, nie byłoby nawet
kościołów! Bo sami ludzie stawiają kościoły i bardzo często prace
budowlane wykonują 70-letnie staruszki. Kiedy jedna z nich poszła do
miejscowego lekarza i powiedziała, że praca przy kościele sprawia, że
czuje się lepiej, wypisał jej na recepcie obok leków zalecenie: „strojka
kościoła”. Najgorzej jest z pokoleniem średnim. Ono nie jest związane z
Kościołem ani katolickim, ani prawosławnym (nawet ci, którzy deklarują
się jako prawosławni). Stąd dzieci z takich rodzin czują się
odpowiedzialne za swoich rodziców. I dlatego przyszły na Jasną Górę w
ich intencji. „Wierzą, że gdy rodzice się nawrócą to tata przestanie
pić, mama wyzdrowieje, a przede wszystkim mama, tata i dzieci staną się
prawdziwą rodziną, często tak bardzo im brakuje.
Z Berdyczowa do Częstochowy
Dzieci, które chcą przyjechać na pielgrzymkę do Polski, jest bardzo
dużo. Trzeba jednak wybrać tylko 40, bo księdza nie stać na dwa
autokary. Jednym z kryteriów jest, kondycja fizyczna. Sprawdzianem jest
3-dniowa piesza pielgrzymka do Berdyczowa, którą prowadzą klerycy z
Płocka. W lipcu dzieci przyjeżdżają do polskich rodzin. Te, które są
pierwszy raz na takim wyjeździe, mogą nie tylko „dotknąć” Polski i
polskości, ale zobaczyć, przekonać się, jak wygląda prawdziwa rodzina,
relacje rodzinne, czego nie mają w domu. Jedna z dziewczynek podczas
takiego pobytu u rodziny pochwaliła się księdzu, że pani, u której
mieszkała, pocałowała ją, czego nigdy nie zrobili jej rodzice. Dopiero
po takim przygotowaniu, po uczestnictwie w katechezach mogą jechać do
Częstochowy. Rodzice, mimo że sami w 80-90 procentach nie chodzą do
kościoła, nie robią trudności, zgadzają się na to, żeby dzieci poszły na
pielgrzymkę. Większość dzieci szła pierwszy raz. Towarzyszył im kleryk
Jerzy z seminarium pod Kijowem. Jak podkreślał, dzieci są
zdyscyplinowane i rozmodlone. Nie jest to jedyna grupa z Ukrainy w
pielgrzymce warszawskiej. Za tabliczką z numerem 16 idzie też 45 osobowa
grupa dorosłych z ks. Jerzym, 25-osobowa grupa dzieci z Żytomierszczyzny
prowadzona przez paulinów oraz grupa 62 osób z Kijowa, która przyjechała
dzięki, pomocy Wspólnoty Polskiej. Ks. Skwierczyński jest z dziećmi i
podczas drogi, i podczas posiłków, i podczas odpoczynku. Wszystkim, co
dostają od życzliwych ludzi, uczą się dzielić, a każdy, kto ofiaruje im
różańce czy książeczki, jest proszony o adres, by potem mogły
podziękować, bo ksiądz uczy dzieci wdzięczności za każdą życzliwość.
Kiedy żegnałam się z dziećmi podczas ich ostatniego noclegu w
sanktuarium Matki Bożej Miłosierdzia we Mostowie pod Częstochową,
zapadał już zmrok, pielgrzymi szli spać. Te dzieci na kolanach na placu
kościelnym głośno i czystą polszczyzną odmówiły modlitwę. Na chwilę
zamarło całe zamieszanie pielgrzymkowe, starsi zaczęli podchodzić,
włączać się w modlitwę i z wielkim szacunkiem, ze łzami w oczach
patrzyli na to młode pokolenie Polaków ze Wschodu, którzy swoją
obecnością i postawą w takich chwilach zmuszają nas do pielgrzymki w
głąb siebie.
P.S .
Paczki i listy
należy adresować:
Wołanie
z Ukrainy
X. Jerzy Skwierczyiski
13-012 Bykówka, ul. Czapajewa 6
Romanowski raj.
Żytomierska obł.-
UKRAINA
Jeśli ktoś chce
złożyć ofiarę
na Msze Św. to można przesłać na adres:
St. Stanislaus St. Casimir's
Credit union
924
Ottawa Str.
Winsor, Ontario N8X2E1
Canada
Tel.
519-971-8295
Czeki można wsytawić:
na
nr #84146 -Żytomierz
O
każdej wpłacie proszę powiadomić listownie Ks. Jerzego na Ukrainie
podając swój dokładny adres i telefon.
ukraina,
polacy na ukrainie, Jerzy Skwierczyński, polonia, katolicka polonia,
ukraina, polacy na ukrainie, Jerzy Skwierczyński, polonia, katolicka polonia-
ukraina, polacy na ukrainie, Jerzy Skwierczyński, polonia, katolicka polonia
- ukraina, polacy na ukrainie, Jerzy Skwierczyński, polonia, katolicka
polonia