|
Wołanie
z Ukrainy
pomoc dla
Ukrainy
pomoc
Polakom na Ukrainie


|
|
Wołanie
z Ukrainy
|
Moi drodzy, kocham Was za to, że umiecie pomagać, czekać i przebaczać.
Dziękuję za listy pełne życzliwości I dobroci, za kartki z życzeniami,
za telefony. Dziękuję za słowa pouczenia, porady i słowa budzące
nadzieję, które pomogły mi przetrwać trudny okres choroby I załamania.
(...) Dziękuję Wam ogromnie za modlitwę, ofiarowane msze św. i za pomoc, jakiej udzielacie
Ludziom Wschodu
z kilku ośrodków
polonijnych na Ukrainie. (...) Dorośli I dzieci często przychodzą do
księdza I proszą o chleb, o pomoc, aby zrobić operację w szpitalu.
Dzięki Waszej pomocy kilku osobom udało się uratować życie. Jak oni są
Wam za to wdzięczni! Płaczą ze szczęścia i mówią — jak dobrze, że są
jeszcze ludzie, którzy chcą pomóc”. |
|
Serwis informacyjny o Ukrainie. |
Wiele
listów tej treści wysyła z Ukrainy ksiądz Jerzy Skwierczyński, by prosić
Polaków
rozsianych po całym świecie o pomoc dla
ludzi w potrzebie. Teraz przyjechał do
Nowego Jorku. Mimo choroby nie rezygnuje ze swojej misji. Czas, który
powinien przeznaczyć na odpoczynek i powrót do zdrowia, wykorzystuję na
spotkania z ludźmi, by jak największej liczbie osób opowiedzieć o życiu
ludności polskiej na Ukrainie. Przyjmują go polskie parafie w Nowym Jorku,
New Jersey, Connecticut. Wszystkim jest bardzo wdzięczny.
Spotykamy się w polskim kościele na Manhattanie
przy. Ksiądz Jerzy
rozkłada zdjęcia i opowiada o ludziach, z którymi związał swoje życie od
1991r. — Po seminarium duchownym wybierałem się na misję do Afryki —
przypomina. — Musiałem dobrze się do tego przygotować. Skończyłem studium
medyczne, pedagogiczne, wiedziałem, że muszę umieć tam stawić czoło różnym
przeciwnościom. Pewnego dnia, idąc w niedzielę z mszy w katedrze do
seminarium w Warszawie, spotkałem grupę ludzi z Żytomierza. Zapytali mnie,
czy jestem katolickim księdzem. Poprosili mnie o jakąś pamiątkę z Polski,
choćby o jeden różaniec. Wraz z grupą kolegów z seminarium zebraliśmy parę
groszy i kupiliśmy im kitka pamiątek z Polski. Od tej pory zaczęliśmy
pomagać naszym rodakom na Źytomierszczyźnie. W 1990 roku skorzystałem z
zaproszenia i pojechałem na Ukrainę. Poznałem wówczas księdza Jana
Purwińskiego. Kiedy ten usłyszał
o moich planach wyjazdu na misję do Afryki,
rzekł: tu jest twoja Afryka. Faktycznie tak się wkrótce stało. Ksiądz Jerzy
zdecydował się na wyjazd na Ukrainę. Tak jak inni polscy księża na Ukrainie,
nie otrzymuje żadnej zapłaty za swoją posługę. Na początku opiekował się
dwunastoma ośrodkami duszpasterskimi na terenie czterech powiatów: żytomierskiego
Nowagrad Wołyński i
Baranówka, Romanowskiego
(dawniej Dzierżyński). To przedrozbiorowe polskie tereny nazywane
Marchlewszczyzną. Teraz ma pod opieką sześć parafii. Do dziś na tych
terenach mieszkają w znakomitej większości Polacy. Stanowią oni w tych
powiatach od 80 do 98 procent całej ludności. Po zmianie granic państwowych
znaleźli się na terenie Związku Radzieckiego. W latach trzydziestych
zlikwidowano tu wszystkie kościoły, zburzono, zamknięto. Ludzi, którzy nie
chcieli oddać swojej ziemi do kołchozu, wywożono na Sybir. — Mimo takiej
rzeczywistości, w jakiej przyszło tym ludziom żyć — opowiada ksiądz Jerzy —
zachowali oni polską mowę i wiarę. Szczególnie mówię tu o starszym
pokoleniu, tym, które wytrzymało 70 lat prześladowań. Każdy przypadek trzeba
by opisać, bo to cud nad cudami. Kiedy tylko się tam zjawiłem, przychodzili
do mnie, bo chcieli przystąpić do pierwszej komunii. Pamiętali nauczone
przez rodziców modlitwy. Pokazywali mi ręcznie przepisywane książeczki do
nabożeństwa. Jedną z takich książeczek otrzymał od nich papież Jan Paweł II,
kiedy odwiedził Ukrainę. Przez te wszystkie trudne lata działały tu kółka
różańcowe. Różańce robili z różnych nasionek. Modlili się w lesie, po cichu
— by nikt nie usłyszał. W domach na ścianach mieli portrety Lenina, bo tak
było trzeba, ale kiedy zapadał wieczór i mogli zamknąć swoje domy na klucze,
odwracali portrety wodza rewolucji na drugą stronę i tam była Matka Boska
lub Serce Jezusa. Robili to, choć wiedzieli, że za to grozi im zsyłka. Ci
starsi ludzie to najwartościowsza część tamtego społeczeństwa. Do nich
dołączają dzieci. Najtrudniej dotrzeć do średniego pokolenia. Przez
kilkanaście lat pobytu na Ukrainie księdzu Jerzemu
udało się
dokończyć-wybudować dwa większe kościoły i trzy mniejsze. Kolejny od
1995r.
jest w
budowie. Czasem kościoły są bardzo skromne, bo głównie chodziło o dach nad
głową do wspólnej modlitwy.
Na prośbę dzieci odbywa się nauka języka
polskiego.
Organizujemy dożywianie. Jak mówi ksiądz Jerzy, dożywianie
to nie żadne duże posiłki, tylko chleb, którego w domu
często brakuje. Czasem
podczas spowiedzi ludzie proszą księdza o pożyczenie dwóch hrywien
na chleb, bo go nie jedli od dwóch tygodni. Część pieniędzy, które ksiądz
Jerzy,
otrzymuje od przyjaciół
przeznacza na dożywianie.
Wielu rzeczy
tym ludziom brakuje —jedzenia, ubrań, butów, lekarstw, środków czystości i
zabawek. Z jedzenia nie brakuje tylko kaszy, grochu i fasoli. Zamykane
zakłady pracy pogarszają sytuację. Od niedawna, po podwyżce, emerytury dla
starszych ludzi wynoszą od
50-80 dolarów
miesięcznie. Za te pieniądze żyje nie tylko emeryt, on się musi dzielić ze
swoimi bezrobotnymi dziećmi, z wnukami. Ksiądz Jerzy Skwierczyński co roku
zabiera prawie 40-osobowe grupy dzieci do Polski. Zawozi je do
zaprzyjaźnionych parafii, polskie rodziny goszczą je u siebie, potem dzieci
odbywają pielgrzymkę do Częstochowy. — Bardzo pokochałem tych ludzi —
wyznaje ksiądz Jerzy. — Nie widzę życia bez nich, czuję, że jestem im bardzo
potrzebny.
P.S .
Paczki i listy
należy adresować:
X. Jerzy Skwierczyński
13-012 Bykówka, ul. Czapajewa 6
Romanowski rej.
Żytomierski
obw.
UKRAINA
Wołanie
z Ukrainy,
pomoc dla Ukrainy,
Ukraina |